Month: Czerwiec 2006

do was… (aczkolwiek wyjątki się znajdą.)

Apsztyfikanci grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy,
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraeliccy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z Naje Fraje
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)
I ty za młodu niedorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że szumią jodły w Tel-Avivie,
I wszechsłowiańscy marzyciele
Zebrani w malowniczą trupę,
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortunny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rentę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świńtuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!…

Julian Tuwim

… :)) :*

postanowiłam napisac ci wiersz
choc nie wiem, czy ci się spodoba.
jest to wiersz dla ciebie, ponieważ
urzekła mnie dzisiaj twa mowa.
i moze sie o tym nie dowiesz,
bo moze tu cie nie będzie,
ale jak znowu mi powiesz,
to co dyktuje ci serce,
to będę bardzo szczesliwa,
tak jak i jestem i teraz
ta radosc tu jest mozliwa,
ja wierzę, że tak będzie nieraz.
a jesli się mylę to trudno,
nie będę tego żałować,
bo dałeś mi chwile radości,
a ja chcę na to zapracować.
nie wiem, jak to zrobiles,
nie wiem, co w sobie masz…
ale to jest cudowne. chcialabym,
by byla to twoja prawdziwa twarz.
albo, zeby juz taka
dla mnie została na zawsze
i zebys troche sie staral,
jak będzie źle, to nie wazne :)
bardzo cie lubie i nie wiem,
co w sobie masz takiego.
mam nadzieję, że naprawdę
jest to cos bardzo dobrego :)
jestem szczesliwa i dobrze,
bo taka siebie tu lubię :)
czy kiedys pisalam o szczęściu?
nie sądzę, bo sie nie gubię ;P
jestem szczęśliwa, naprawdę!
aż plakać ze szczęscia bym mogla,
a to przeciez zwykla rozmowa
ja chyba nie jestem podla ? :))
chciala bym udowodnic,
ze na to zasługuję.
chcialabym ci pokazac,
ze dla ciebie sie unormuję.
i będę mila i ładna
bo będę szczęśliwa przy tobie :)
i chcialabym byc bardziej zaradna
by móc odnaleźć cię w sobie.
jestem szczęsliwa, nie wierzysz?
pięć minut do tego wystarcza :)
moze i trudno uwierzyć,
lecz dla mnie radosc, to tarcza.
chroni mnie przed cierpieniem,
przed smutkiem, przed płaczem i łzami.
chroni przed poranieniem
myślenie o tobie nocami :))
i tak mi jest dobrze narazie.
a i lepiej moglo by byc. :))
choc dla mnie to juz jest duzo,
bo to nie nazywa się nic.
ja lubie takie układy,
ze ty nie wiesz, co dajesz mi.
a mi wystarczy pomarzyc
na jawie o tobie snuć sny :))
dlaczego? – zapytasz mnie o to.
nie wiem, lecz daje to szczęście.
i to jest ogromną mą cnotą. :))
to szczescie rozdaje po miescie :P
usmiecham sie jak glupia,
do ludzi co mnie mijają. :))
to chyba jest zadużenie?
pojawil sie – on! – mój anioł! :))
tak krzyczą dzis moje oczy.
tak krzyczy mój cały świat :))
bo jestes przeuroczy…
jak pierwszy kwitnący kwiat :))
i Jezu, dzięki ci za to!
tak dawno tego nie czułam!
jestem szczęśliwa na lato :)
o to chodzilo – to snułam :))
zadużenie… to prawdziwe!
nie wiem, ile to już lat!
lecz to piękne, tak szczęsliwe!
śmieje się dziś cały świat :))
popatrz na mnie – w moje oczy
więcej nie chcę, byś mi dał :))
świat i tak jest już uroczy,
bardziej bylby, gdybys mial :))
te dwie tak gwiazdki – moje oczy :))
błyszczą tak, o myśląc o tobie :))
bo wiesz, to nawet w rozpaczy…
zadużenie w tej osobie…
to jest uśmiech, radość, szczęście!
to jest słońce, ciepło, światło!
to jest dobroć w tym kontekscie
o to u mnie nie tak łatwo .. :)
nie wiem, jak to robisz,
ze to wywołujesz,
ale powiem jedno…
smutek niwelujesz :))
spojrzec w twoje oczka,
to jak spojrzec w niebo…
a usłyszec ciebie?
…cos przecudownego … :))

… dziekuje ci, że jestes…
choc powiesz – nie ma za co.
dziekuje za te chwile…
dla mnie dużo znaczą :))
ta radość którą czuję
już ją wczesniej znałam…
ale powiem jedno…
…teraz pokochałam… :)

;*
dotknąc twojej dloni
byloby przyjemnie…
dotknąc twojej twarzy…
musnąć się wzajemnie…
…lecz twa dusza dla mnie?
chyba niezbadana…
mimo wszystko jednak….
bardzo pożądana.
:))

przyjacielu…

straciłam wiarę, straciłam marzenie.
straciłam szczęście, zyskałam cierpienie.
nie myślałam, ze tak pewnie podążę za tobą.
nie myślałam, że możesz być tą złą osobą.
to ty prowadziłeś mnie w ciemności
to w tobie moja radość gości.
myślałam, ze znalazłam tu swe ukojenie….
myślałam, ze zabierzez mi każde cierpienie…
niestety coś się stało, pomyliłam się.
niestety poczułam, ze tu tracę cię.
przerażenie, płacz, cierpienie,
wściekłość, smutek, rozżalenie…
to poczułam, w tym zginęłam…
ukojenia zapragnęłam…
tu jest zimno, pusto źle…
bo tu już brakuje cię…
tutaj najgorszy jest strach…
co mi powiesz, no i jak?
i co zrobię, co pomyślę…
jeśli powiesz mi to ściśle,
że masz mnie dość, że nie chcesz znać?
że ja ci już nic nie mogę dać?
że nigdy nie byłam ważna dla ciebie?
że nigdy przy mnie nie było, jak w niebie?
że nić przyjaźni została zerwana?
że jest zbyt słaba – nie będzie związana?
tu nie da rady, że nie chcesz mnie?
nie potrzebujesz, juz nie jest źle?
nie chcę cię stracić, boję się tego.
musialam ci zrobic chyba cos złego…
lecz nie wiem co, dlatego przepraszam…
spróbuj zapomniec, nie mów „wypraszam”.
ty jeden umiałes mnie podniesc, gdy spadlam…
ty jeden wiedziałes, jak bardzo upadłam.
nie zrozum mnie źle, chcę byś był szczęśliwy.
lecz ta relacja, to zwiazek fałszywy?
może jestem zła, dlatego to się stało…
może się bałeś, kiedy bylo mi za mało…
jak mam przepraszac za błędy swoje?
za to, co poczulo przy tym serce twoje?
nie wiem już nic, zgubiłam się.
mówiłeś prawdę, czy jednak nie?
byłam nikim, czy byłam kimś ważnym?
jestem kimś bliskim, czy niepoważnym?
bawisz się moim życiem, czy nie?
czy kiedykolwiek lubiłeś mnie?
myślałeś o mnie i bałeś się?
myślałam, ze tak, myliłam się?
nie wierzę, a moze powinnam uwierzyć?
czy taki związek można sprzeniewierzyc?
czy można go zniszczyć? zapomnieć? wyrzucić?
czy to co tu było może już nie wrócić?
wiesz, jak to mnie boli… ja wiem, że ty wiesz!
lecz ty wiedzieć tego tu wcale nie chcesz…
to boli, to boli, zrozum mnie, błagam…
ja już umarłam.. już na twarz upadam…
teraz to wszystko zależy od ciebie…
możesz mnie wskrzesic, może będę w niebie…
powiedziec, ze cię kocham już nie wolno mi…
już nie wolno dla ciebie uronic jednej łzy…
wyjaśnisz mi to? ja wiem, ze nie…
a jednak namawiam do tego cię.
czy się zlitujesz, czy podasz mi dłoń?
czy tylko poczuję potępienia woń…
nie wiem, nie mam pojęcia żadnego…
dlaczego to się stało? dlaczego? dlaczego?!
tak się tego bałam no i nagle – proszę.
teraz sama juz swoje cierpienie tu znoszę…
byłeś i nadal będziesz marzeniem
a ja w twych myslach nadal tylko cieniem.
byłeś od zawsze dla mnie ukojeniem…
a teraz… teraz będziesz… tylko tym cierpieniem…

BANITA – Edward Stachura

Oto wypędzam szatana.
Oto wypędzam anioła.
Wypędzam z serca obu ich,
Ich obu, co często są jednym.
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych.
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych.
I wypędziłem szatana.
I wypędziłem anioła.
A w serce moje wstąpił wiatr
I tam on zamieszkał i szumi.
A domem moim stał się las,
Nad lasem biją pioruny.
A domem moim stał się las,
Nad lasem biją pioruny.
Ciężko jest żyć bez szatana.
Ciężko jest żyć bez anioła.
Banita boski to mój los,
Lecz nie ja go sobie wybrałem;
To ona mi wybrała go:
Dziewczyna, którą ubóstwiałem.
To ona mi wybrała go:
Dziewczyna, którą ubóstwiałem

„With this hand, I will lift your sorrows.
Your cup will never empty, for I will be your wine.
With this candel, I will light your way in darkness.
With this ring, I ask you to be mine.”

ach…


  • RSS