Month: Styczeń 2007

znów coś do ciebie…

Byłam zła, nie chciałam być.
swe uczucia pragnę zmyć.
nie chcę cierpieć, ani płakać,
i nie chcę do ciebie skakać.
nie wiem, jak ci to powiedzieć
chciałabym, byś mógł to wiedzieć…
a może ty o tym wiesz doskonale?
i obnosisz się w swej chwale…
słabo cię znam, ale na tyle…
by móc pomyśleć, że się nie mylę.
nie wiem czym jest to uczucie.
lecz wiem, że to przyjemnie kłucie,
kiedy cię widzę, gdy rozmawiamy
albo gdy razem coś zrobić mamy.
mam trochę nadzieji, ale jest złudna…
bo w twym umyślę chyba jestem brudna…
oznacza to tyle, ze mnie nie zechcesz.
chociaż mnie nie znasz, to nie połechczesz.
Nie mogę mieć o to do ciebie pretensji…
powinnam tu użyć chyba dygresji…
bo pewnie masz dość, kiedy to czytasz
i w swoje myśli już gdzieś umykasz…
tak, piszę do ciebie! do kogo innego?
czy to, ze to piszę, to jest coś złego?
ja tylko pragnę byś zanotował…
jak bardzo porusza mnie twoja mowa.
i jeszcze jak bardzo pragnę cię mieć.
pragnę cię pragnąć i pragnę cię chcieć!
i widzieć blask patrząc codziennie w twe oczy!
i ten twój cudowny uśmiech uroczy!
że piszę właśnie do ciebie nie wierzysz?
nie jesteś dość silny by się z tym zmierzyć?
przykro mi, wybacz, nie umiem inaczej…
a teraz tylko nadzieją się raczę…
zależy mi bardzo na tej znajomości…
a jeszcze bardziej na twojej miłości…
lecz stop! za wcześnie! poczekać trzeba…
lecz chyba jest warto, dla kawałka nieba?

On.

Bóg istnieje i nade mną czuwa.
Bóg istnieje, ja to wiem i chcę go słuchać.
Bo On pomoże, gdy Go poproszę.
Bo On wysłucha, gdy modlitwę wznoszę.
On wie, czego się boję i na wylot mnie zna.
Wie, że nie jestem dobra i wie, że nie jestem zła.
Wie, że pragnę się zmienić i wie, że szukam sensu.
Czasem przemawia do mnie, bo wie że nie boję się kresu.

ta dziwna bliskość między nami…
boję się.
jak życie usłane różami…
boję się.
czy wiesz, że róże mają kolce?
boję się.
chcę się ukryć, jak mysz w swej norce…
boję się.

Jak feniks umieram, gdy nie mam już sił
gdy każdy z nich cierpieniem już był.
po co mam kochać? nic nie rozumiem.
ja nie chcę kochać! ale nie umiem.
To boli. I zawsze kończy się tak samo.
Feniks umiera, odradza się rano.
Czy miłość zostaje? to trudne pytanie.
Owszem, czasem głucha na błaganie,
zostaje w sercu feniksa na zawsze…
i nie umiera z nim wcale, to ważne.
Tak silna, tak wielka, tak prawdziwa jest..
Lecz to się nie liczy! to mój głupi test.
Kocham ludzi, choć oni kochać nie potrafią.
Jestem feniksem, płonę, gdy mnie trafią.
Później jest popiół i ból przy odrodzeniu.
czasem ktoś pomoże w mym tkliwym dążeniu.
Pragnę się zmienić, nic nie czuć! nie kochać nikogo!
Mam dość! Feniks płonie! och moja ty trwogo!
a jeśli kiedyś zabraknie sił, by powstać z tych popiołów?
już brak mi sił, moje skrzydła.. są ciężkie, jak ołów… …


  • RSS