Śmierci… weź mnie w swe ramiona,
gdyż poza Tobą nikt tego nie zrobi.
lecz Ty nie brzydzisz się nikogo, nie odtrącasz,
nie osądzasz,
Ty. Pragnę Ci się oddać,
oddać moje ciało, oddać duszę.
oddać mnie całą.
na strawienie, na zniszczenie
pragnę Cię. Czekam na Ciebie.

przyjaciele
choć, czy mogę ich teraz tak nazwać?
tych, którzy potrafili mnie osądzać,
uważając, że coś o mnie wiedzą?
tych, którzy nigdy nie chcieli się dowiedzieć więcej.
(choć mieli okazję i mogli)
tych, którzy byli tak pewni swojej oceny?
czy mogę przyjacielem nazwać kogoś kto
uważa mnie za osobę tak złą,
niegodną i beznadziejną?
„przyjaciele” opuścili mnie,
zostawili
w tym obłędzie który mnie zżera…
w tym pożądaniu, pożądaniu śmierci…
w tym braku nadzei, w tym cierpieniu
„przyjaciele”, którzy mają setki ważniejszych
i lepszych przyjaciół ode mnie.
„przyjaciele” ich słodkie słowa… kłamstwa.
same słodkie kłamstwa…
ich słodkie czyny które nie istnieją…

a ja…? czy ja nie straciłam przez to prawdziwego przyjaciela
przez za mało słodkich czynów? i zero słodkich słów…
nie-kłamstw.

śmierci. Ty jedna mi zostałaś.
nie mam nikogo,
chcę Ciebie. Twoich ramion.
i nieważne czy przestanę istnieć
czy znajdę się gdzieś indziej.
czy może być coś gorszego
od tego piekła na ziemi?

a jeśli może i jest to prawdziwe piekło
to z chęcią tam się znajdę i poczekam
na ten prawdziwy koniec
wtedy zostanę strącona,
razem z innymi tak złymi jak ja
i gorszymi ode mnie istotami
w nicość.
i będę nicością.
nicość mnie wchłonie, wypełni…
strawi i zniszczy.
nicości….

to zło ktore mnie otacza…
ta bezwzględność…
nie umiem jej pojąć
nie umiem przy niej żyć
słabo mi gdy o niej myślę.
jeśli ludzie którzy uważają siebie
za dobrych, są tak źli
to nie chcę wiedzieć jak źli są ci ludzie
którzy uważają siebie za złych
i są z tego dumni…

choć gdybym miała wybór chciałabym być jedną nich…

ja już nic nie chcę.
naprawdę nic. ja chcę tylko…
Śmierci.