szczęście!

szczęście puka do mych drzwi.
pytam – kimże jesteś Ty? 
 - tym o co modliłaś się,
tak długo wzywałaś mnie. 
 - więc to TY? – pytam znów,
 - tak to ja, pan Twych snów.
 - Tak płakałam! tak błagałam!
gdzie Ty byłeś, jak czekałam?!
 - Jak czekałaś ja szukałem 
ty płakałaś, ja biegałem. 
nie jest łatwe twoje szczęście
zmienić go nie można będzie. 
Cóż mogłem toć uczyniłem
siebie przy tym wychwaliłem.
Jest to jedno, tylko ono. 
ty masz zostać jego żoną. 
czy zostanie z tobą na wieki
zależy tylko od twej opieki. 
doceń teraz szczęście swe
niech już zawsze będzie twe. 
a gdy czasem zwątpisz w nie,
to przypomnij sobie mnie. 

Pragnę: Spojrzeć Tobie w oczy,

Twego ramienia, co mnie otoczy.
Twojej miłości, jedynej, prawdziwej.
Osobowości Twej czułej, wrażliwej. 
Twej obecności i Twej bliskości
I pragnę naszej wspólnej wieczności.
Nie jestem w stanie wyazić co czuję,
Lecz Ciebie całego tak potrzebuję!
Pragnę Twych słów cudownych, bezcennych.
Gestów, uśmiechów i oczu Twych wiernych.
Chcę byś był ze mną już zawsze tak blisko!
Chcę leżeć przy Tobie, tu kończy się wszystko.  

Renata Przemyk niech mnie ktoś obudzi.

z Bogiem musiałam minąć się
albo nie przyszedł wcale
czekałam długo zanim znów
udałam się w nieznane
widziałam wojny wszystkich ras
i całkiem oniemiałam
nie mogłam krzyczeć kiedy was
historii równał walec
niech mnie ktoś obudzi
i zatrzyma czas
przerwie sen wariata
koszmar co odwiecznie trwa
widziałam ciebie jak ty mnie
i twoje świeże rany
wszystkie co nosisz w sobie i 
te które sam zadałeś
kimkolwiek jesteś ja cię znam
czy tego chcesz czy nie chcesz
przy twoim boku wiecznie trwam
lecz jestem jak powietrze 
 
niech mnie ktoś obudzi
i zatrzyma czas
przerwie sen wariata
koszmar co odwiecznie trwa
niech mnie ktoś obudzi
i zatrzyma czas
przerwie sen wariata
koszmar co odwiecznie trwa

była dziewczynką zamkniętą w sobie,
rachityczną i kruchą we własnej osobie.
niby dojrzała i wiele przeżyła.
lecz nadal dorosłości w sobie nie odkryła
niedokochane dziecię – tak ją określili.
nikt nie śmie powiedzieć, że się pomylili.
pragnęła tylko jednego przez dwadzieścia lat.
prawdziwie być kochaną, tu kończył się świat.
nie chciała i nie potrzebowała więcej.
chciała to mieć najmocniej, najprędzej.
lecz to było za dużo, nie dla niej, dla świata.
nikt jej nie chciał kochać, to historia taka.
póki ona kochała nie chcąc wzajemności.
puty było dobrze, tak w gwoli ścisłości…
chodzi o braterską miłość – siostrzaną, kto woli.
ale nikt nie umiał być z nią w jej niedoli.
więc jest sama i uważa, że tak wygląda świat.
kaźdy jest – przez wiele swych lat.
kiedyś miała jeszcze marzenia, senne i na jawie.
lecz one już chyba zniknęły, no prawie..
bo jak można dalej marzyć, gdy marzenie się nie spełnia?
gdy świat pokazuje, że to tylko wielka brednia.
tylko w bajkach i baśniach i bajeczkach jest.
lecz w tym świecie jest pusty nawet ciepły gest.

„dla niej uroda wadą jest
bo wie, jak trudno piękną być
a zachwyt twój jest bez znaczenia
dopóki nie wie o nim nic
jeżeli kocha, to na zawsze
dla niej czas nie liczy się
więc na co czekasz, podejdź bliżej
zanim znowu zniknie gdzieś…”

ANIOŁ BEZDOMNY

( sł. Roman Kołakowski )

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie pieczęć złam
Brak mi sił ale trwam
I z goryczą się śmieję
Czy jestem aniołem
Co stracił nadzieję?

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie pieczęć złam
Powiedz gdzie złożyć mam
Swoje skrzydła żebracze
Czy jestem aniołem
Dlatego że płaczę?

Ja anioł bezpański
Anioł bezbronny
Błąkam się
Wieki wieków bezdomny
Od dnia kiedy Anioł Pański
Wybrał mnie na wroga
Modlę się wieki wieków do Boga

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie pieczęć złam
Co dzień się ranię sam
W rozpaczliwej zabawie
Czy jestem aniołem
Dlatego że krwawię?

Nie wiem czy imię mam
Nazwij mnie pieczęć złam
Nie chcę być dłużej sam
Przyjmij mnie pod opiekę
Czy jestem aniołem
Czy tylko człowiekiem?

Ja anioł bezpański
Ja anioł bezdomny

nie wiem, kto jest autorem…

wiem tylko, że to opis moich relacji z każdą bliską mi osobą… i wiem, że cieszę się, że czasem już nie muszę czekać na cud o ten kolejny dzień dłużej. bo już nie będzie cudu…

„Jeżeli chcesz, przyniosę ci na piasku napisany list ostatnią kroplą krwi.
Jeżeli chcesz ze wspomnień stu, uplotę bukiet w kształcie łzy i złożę u twych stóp.
Tylko nie każ mi, czekać na cud o jeden dzień dłużej.

Jeżeli chcesz, nauczę cię na pamięć dwóch niezwykłych słów, byś wreszcie szepnął je
A jeśli chcesz, zniknę jak deszcz, w dalekich siwych włosach drzew i nie odnajdziesz mnie.
Tylko nie każ mi, czekać na cud o jeden dzień dłużej.”

Nosowska – Na Ucho…

znam kobiety tak
pragnące miłości…
że pozwalają..
swymi świeżo umytymi włosami
wymiatać z kątów kurz
wymiatać z kątów kurz
wymiatać z kątów kurz
wymiatać….

znam kobiety tak..
łaknące czułości….
że pozwalają
napełniać się nasieniem..
byle komu, byle gdzie
byle komu, byle gdzie
byle komu, byle gdzie
byle komu…

znam ich córki,
które dla ciepłego słowa…
pozwalają..
rozpruwać swą niewinność…
na parapetach nocnych klubów
na parapetach nocnych klubów
na parapetach nocnych klubów
na parapetach…

postawię sobie grób.

postawię sobie grób.
by choć na chwilę pozbyć się samotności
postawię sobie grób.
na który przyjdziesz z kwiatem uronić kilka łez.
postawię sobie grób.
przy którym wreszcie o mnie wspomnisz.
postawię sobie grób.
żeby ktoś kto nigdy o mnie nie myślał ze mną porozmawiał.
postawię sobie grób.
żeby twoja pamięć się odblokowała na chwilę.
postawię sobie grób.
po prostu, żeby przez chwilę być w twojej głowie.
postawię sobie grób.
bo wiem, że tylko wtedy przypomnisz sobie o mnie.
postawię sobie grób.

postawię sobie grób.
ale kiedy będę martwa i tak nie usłyszę twego głosu.
postawię sobie grób.
ale śmierć nie pozwoli mi zobaczyć twoich łez.
postawię sobie grób.
ale nie ujrzę na nim już kwiatów.
postawię sobie grób.
ale wtedy będę martwa…

postawię sobie grób.
żeby przez chwilę gryzło cię sumienie, którego dla mnie nie masz kiedy żyję.

postawię sobie grób.

….

To było tak, jak zaćmienie słońca w sercu:
Przestał naraz widzieć mnie;
To było tak, jak trzęsienie ziemi w Peru:
Przestał naraz słyszeć mnie;
To było tak,
Jak o latarnię morską
Rozbija sie wędrowny ptak.

W najgłębszą ciemność strącił mnie najwiekszy blask.

Tango – żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango – to smutna myśl, którą się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamięci,
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści,
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.

Niech będzie tak, że zaćmienie zawsze będzie:
Nie wyjdzie słońce dla mnie już:
Niech będzie tak, że trzęsienie ziemi wszędzie:
Zaginął wszędzie po mnie słuch;
Niech będzie tak,
Bo ja nie żyję wcale,
Bo duchem ptaka stał sie ptak.

W najgłębszej nocy tańczę do czarnego dnia.

Tango – żałobny śpiew jak po szarańczy.
Tango – to smutna myśl, którą się tańczy.
Z kulą u nogi przeklętej pamieci,
Z nożem, co w plecach aż do rękojeści,
Z obłędem, co w oczach się nie mieści.


  • RSS